Czy można zaprojektować szczęście? - Domolubni.pl

Czy można zaprojektować szczęście? Jak architektura wnętrz wpływa na nasz nastrój

Dlaczego w jednym wnętrzach czujemy się lepiej niż w innych? Czy popularne style wnętrzarskie naprawdę mogą wpłynąć na nasz nastrój? Gdzie leże sekret dających domownikom szczęście aranżacji wnętrz?

Wpływ tego, jak mieszkamy, na nasze samopoczucie dostrzeżono już w starożytności. Zależność taką zaobserwowano i zaczęto uporządkowywać w konkretne reguły ponad 3,5 tysiąca lat temu w Chinach. Feng Shui, bo o tej praktyce mowa, do dziś inspiruje wielu projektantów i inwestorów na całym świecie. Również w starożytności (Chiny, Indie, Egipt) ma swoje korzenie ciesząca się coraz większym uznaniem psychologia koloru. Kolejne popularne patenty na „szczęśliwe domy” zawdzięczamy XIX-wiecznym Duńczykom i ich słynnemu hygge. Stare przesądy, przejściowa moda, marketingowe chwyty? Zobaczmy, co o związku aranżacji wnętrz i dobrego samopoczucia mówi współczesna nauka.

Co to jest szczęście?

Spokojnie, nie planujemy pisać 200-stronnicowego eseju i silić się na rozwiązanie jednego z najbardziej fundamentalnych filozoficznych problemów. Na początku warto jednak rozstrzygnąć pewną kwestię, która być może od razu po przeczytaniu tytułu przyszła Wam do głowy. Wyobraźmy sobie:

  • Dom z widokiem na jezioro, 4 sypialnie, 3 łazienki, taras, garderoba, najnowocześniejsze wyposażenie i garaż na dwa samochody.
  • 42,5 metra kwadratowego na 6 piętrze w bloku z wielkiej płyty z połowy lat 80, własnoręcznie skręcona kuchnia i rozkładana przed snem kanapa.

Stosunkowo łatwo przyjąć, że lokum numer 1 pozwala poczuć się szczęśliwym, a w przypadku mieszkania numer 2 będzie to znacznie bardziej skomplikowane. Nie chcemy Was zbywać banałem, że „pieniądze szczęścia nie dają”, ale gdyby zależność między posiadaniem a szczęściem była tak prosta, każda hollywoodzka gwiazda z miejsca uosabiałaby całą radość na Ziemi. Tymczasem okazuje się, że aż 40% najbogatszych Amerykanów jest mniej szczęśliwych niż przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych. A przekroczenie dochodu na poziomie 75 tys. dolarów rocznie nie powoduje już zwiększenia szczęścia. Pochodząca z Polski belgijska psychologa Alicja Gęścińska zwraca uwagę na ważną rzecz: przyjemność to nie to samo co szczęście. Drogie, ładne rzeczy mogą, czy wręcz powinny, być źródłem przyjemności i w doznaniu tym nie ma nic złego. Ale klucz do szczęścia – tak w życiu w ogóle, jak i w projektowaniu wnętrz – leży chyba gdzie indziej.

Badacze reprezentujący różne dyscypliny – filozofię, psychologię, neurobiologię, kognitywistkę czy ekonomię – dość zgodnie ustalili, że chociaż szczęście jest zawsze subiektywne, za doznanie to odpowiadają czynniki i subiektywne, i obiektywne. Słynna „badaczka szczęścia” Sonja Lyubomirsky w książce The How of Happiness wyodrębniła trzy grupy takich czynników i wskazała ich proporcjonalny udział w tworzeniu „puli szczęścia”: czynniki genetyczne (50%), życiowe okoliczności (10%) i własna aktywność (40%).

Tak, za to, czy jesteśmy szczęśliwi czy nie, najprawdopodobniej w aż 50% odpowiada nasze wyposażenie genetyczne. Niezależne i prowadzone na szeroką skalę badania psychologiczne z udziałem jednojajowych bliźniaków dowiodły, że rodzimy się z pewnym zaprogramowanym poziomem szczęścia, tzw. atraktorem szczęścia. Czy jest to fakt, z którym projektanci wnętrz powinni się po prostu pogodzić? Zaakceptować, że ich realny wpływ na życie innych ludzi zawsze będzie ograniczony? I tak, i nie. Raz, że na genetyczne predyspozycje można spojrzeć również z trochę innej strony. A dwa – zostaje jeszcze drugie 50%!

Szczęście zapisane w genach. Czy sposobem na szczęście są naturalne wnętrza?

Człowiek żyje w miastach od kilku tysięcy lat. Światło elektryczne zna raptem od niespełna dwóch wieków. To tyle, co 0,002% czasu ludzkiej ewolucji! Nasze uwarunkowania genetyczne kształtowały się przez miliony lat, miliony lat wypełnionych kontaktem z naturą. To, czego się boimy, a co sprawia nam radość, co nam się podoba, a co nie – a także to, co czyni nas szczęśliwymi – związane jest właśnie z tym prostym faktem. Na tej podstawie naukowcy wyodrębnili kilka uniwersalnych zasad, które pomagają zaprojektować szczęśliwe wnętrze:

  • Sięganie po okrągłe kształty. Słońce za dnia, księżyc w nocy, buzia małego dziecka. Okrągłe kształty stale towarzyszyły człowiekowi i przywodziły na myśl naturalny cykl dobowy i cykl życia – porządek i harmonię. Jeśli lubicie okrągłe stoliki kawowe czy okrągłe łazienkowe lustra… być może po prostu macie to w genach.
  • Wykorzystywanie niebieskiego koloru. Bo kto nie lubi nieba?
  • Stosowanie światła o zmiennej temperaturze barwowej – imitującego światło słoneczne o różnych porach dnia.
  • Tworzenie wielozmysłowych doświadczeń. Człowiek jest ewolucyjnie przyzwyczajony do ciągłego napływu bodźców angażujących wszystkie zmysły: wzrok, dotyk, smak, powonienie, słuch. Projektując wnętrze mieszkalne, nie należy o tym zapominać. By stymulować zmysły domowników, architekci wnętrz mogą np. sięgać po materiały wykończeniowe o różnej fakturze i kolorach.
  • Stosowanie naturalnych materiałów: drewna, kamienia, marmuru, lnu, wełny, bawełny itp.

Wystrój wnętrz a szczęście

Szczęśliwy dom pozwala realizować własne cele w najlepszych możliwych warunkach!

Genetyka genetyką, no ale co z tymi pozostałymi 50%, które odpowiadają za szczęcie? Tutaj rola projektowania jest jeszcze ważniejsza.

  • 10% to życiowe okoliczności, jak zdrowie, bezpieczeństwo i wolność (religijna, polityczna, osobista), sytuacja uczuciowa i materialna etc.
  • 40% własna aktywność, czyli to, co robimy z własnej i nieprzymuszonej woli i co odpowiada naszym talentom, pragnieniom, marzeniom i potrzebom, i co daje nam satysfakcję.

Nauka nie neguje, a wręcz potwierdza dobroczynny wpływ na nasze samopoczucie określonych kolorów czy układu mebli w pokoju. Świeczki czy przytulne koce w style hygge też mają swoją rolę do odegrania…

Ale by poczuć się w jakimś wnętrzu naprawdę i długotrwale szczęśliwym, musi ono przede wszystkim stanowić bezpieczną przestrzeń do robieni tego, co się kocha.

Brzmi to jak truizm, ale to właśnie taka idea najlepiej sprawdza się przy projektowaniu mieszkań i domów. Architekci powinni nawet myśleć jeszcze szerzej i odważniej. Wnętrze – duże czy małe, drogie lub tanie – może stać się przecież „faktorem”, „zapalnikiem” do pojawienia się lub rozwinięcia własnej aktywności, co może doprowadzi do zmiany okoliczności życiowych i ostatecznie zwiększyć poziom szczęścia. Początkiem bestsellerowej powieści może być zaprojektowanie cichego kąta do pracy. Kariera uznanego szefa kuchni może zacząć się od zwykłego, ale umiejscowionego na właściwej wysokość blatu. A związek uczuciowy może odżyć dzięki wygospodarowaniu w domu intymnej przestrzeni tylko dla rodziców…

Samopoczucie, szczęście i wnętrza. Studium przypadku

Na zakończenie przykład, który powinien tak profesjonalnym, jak i amatorskim projektantom wnętrz dać nieco do myślenia. W 2015 roku 17 absolwentów architektury wnętrz na Hasselt University w Belgii przeprowadzało sondę, w której pytano respondentów, co jest dla nich warunkiem koniecznym szczęścia. Mieszkanie uplasowało się na 12 pozycji, a urządzenie wnętrza na 14. Podium to odpowiednio: zdrowie, rodzina, przyjaciele. Czy to znaczy, że mieszkanie ma tak mały wpływ na nasze zadowolenie z życia? Nie! To znaczy, że analizując wpływ wnętrza na nasz nastrój, warto czasem odwrócić myślenie:

Nie skupiać się na wnętrzu mieszkalnym jako takim, ale na tym, jak może się ono przysłużyć zachowaniu dobrej kondycji fizycznej oraz życiu rodzinnemu i towarzyskiemu.

Rating: 5.0/5. From 4 votes.
Please wait...

Może ci się spodobać również

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.